Skip to content

MONIKA

Monika – lat 33, trzy próby in vitro, trzy operacje w ciągu dwóch lat.

Pierwsze objawy endometriozy pojawiły się u mnie w 2001 roku. Pewnego popołudnia, po dosyć intensywnym koszeniu trawy na działce, poczułam ból brzucha z prawej strony. Po wizycie u ginekologa okazało się, że powstała torbiel, wtedy (po kuracji farmakologicznej) torbiel wchłonęła się.

Przez kilka lat nie miałam żadnych niepokojących objawów poza tym, że pojawiły się narastające dolegliwości bólowe w czasie miesiączki. Ponieważ brałam w tym czasie tabletki antykoncepcyjne, to starałam się „celować” z okresem na weekend, tak by nie musieć brać wolnego w pracy. Do ginekologa chodziłam regularnie, przynajmniej raz w roku miałam robione badanie USG, wszystko było w porządku.

W 2009 roku z partnerem podjęliśmy decyzję, że chcielibyśmy mieć  dzieci, odstawiłam tabletki, ale nie udawało mi się zajść w ciążę. Postanowiliśmy skorzystać z pomocy renomowanej kliniki leczenia niepłodności w Warszawie. Przeprowadziliśmy wiele kosztownych badań, z których wynikało, że w zasadzie jesteśmy zdrowi. W czasie USG pojawiała się „tylko” torbiel na prawym jajniku, ale po zastosowaniu luteiny znikała. Zwracałam lekarce uwagę na bardzo bolesne miesiączki, ale nie zainteresowała się tym  specjalnie.

W październiku 2009 roku nastąpił nagły zwrot akcji. Znów byłam na kontrolnym badaniu USG, które wykazało, że kolejna torbiel właśnie znikła. Cztery dni później nagle rozbolał mnie brzuch z prawej strony. Pojechaliśmy do najbliższego szpitala. Tam zbadał mnie chirurg, zrobiono podstawowe badania krwi i skierowano na konsultację do ginekologa. W czasie badania ginekologicznego opowiedziałam swoją historię, skupiłam się na tym, że faktycznie miałam torbiel, ale już się wchłonęła. Badanie USG nie było zbyt wyraźne, więc wróciłam na oddział chirurgiczny, gdzie miałam mieć usuwany wyrostek robaczkowy. Była to moja pierwsza wizyta w szpitalu w charakterze pacjenta, byłam przerażona. Rano poszłam na salę operacyjną, tam rozebrałam się i położyłam na stole, moje przerażenie było coraz większe. Później zasnęłam…

Obudziła mnie lekarka, która poprzedniej nocy badała mnie na ginekologii i powiedziała, że jestem na oddziale ginekologicznym, ponieważ usunięto mi pękniętą torbiel prawego jajnika. Jak o tym usłyszałam zaczęłam okropnie płakać, co niestety świeżo po operacji nie jest najlepszym pomysłem, poprosiłam więc coś na uspokojenie. Na widok lekarki wpadałam w podobną histerię przez trzy dni. Nie można było ze mną normalnie rozmawiać. Po kilku dniach zaczęłam się uspokajać, udało mi się też spojrzeć na mój brzuch – wyglądał strasznie, blizna po wyrostku, który pozostał na swoim miejscu oraz druga taka jak po cesarskim cięciu. Stwierdziłam też, że warto dowiedzieć się, co właściwie mi się stało, przecież byłam zdrowa. W rozmowie z ordynatorem dowiedziałam się, że mam endometriozę a zrosty w moim brzuchu wyglądały „jak po dziesięciu operacjach”.

Po wyjściu ze szpitala byłam na zwolnieniu lekarskim przez miesiąc. Wynik badań histopatologicznych był raczej oczywisty – endometrioza. Trochę poczytałam o chorobie w Internecie. Przeraziłam się jeszcze bardziej. Nie wiedziałam zupełnie, do kogo mam się udać po pomoc. Na jednej z wizyt u ginekologa dostałam informację, żeby się zgłosić do lekarza, który zajmuje się takimi sprawami. Umówienie wizyty trwało ponad 2 miesiące, ale udało się. Na pierwszej wizycie otrzymałam od razu skierowanie do szpitala na kolejną operację, jak dowiedziałam się „w celu posprzątania po poprzedniej”.

W marcu 2010, jakieś trzy tygodnie przed planowaną operacją rozpoczął się okres, oczywiście bolesny, trzeciego dnia było tak źle, że nie mogłam spać (a ja z tym raczej nie miewam problemów). To była sobota o 5 rano, kiedy ból stał się nie do zniesienia, poprosiłam partnera, żeby zawiózł mnie do szpitala. W trakcie badania mało co nie wyskoczyłam w fotela, tak strasznie bolał mnie brzuch. Zostałam przyjęta. Leżałam biała jak ściana podłączona do kroplówki z antybiotykami. W poniedziałek zaczęły się badania. W czasie USG okazało się, że coś jest w pęcherzu, dodatkowo wyniki markerów miałam bardzo złe – lekarz podejrzewał, że to może być nowotwór (nie powiedział tego wprost, ale po słowach, że przy endometriozie wynosi 100, a u mnie jest ponad 500, sprawdziłam w Internecie w jakim celu takie badania się robi). Przepłakałam całą noc, myślałam nad swoim testamentem. Potem były kolejne badania, rezonans magnetyczny oraz cystoskopia (pobrano kawałek guza z pęcherza w celu sprawdzenia co to jest). Na moje szczęście wyniki były dosyć szybko – to była „tylko” endometrioza. Po 10 dniach wyszłam ze szpitala, za trzy tygodnie miałam wrócić na operację.

Wróciłam. W czasie kwalifikacji do operacji dowiedziałam się, że istnieje możliwość, że będę miała założony sztuczny odbyt, moja reakcja nie była trudna do przewidzenia, ze łzami w oczach podpisywałam zgodę na operację.

W czasie operacji usunięto torbiele z jajnika prawego, lewego oraz usunięto guz z pęcherza. Dzień przed Wielkanocą wyszłam ze szpitala, z małym dodatkiem – przez dwa tygodnie miałam cewnik w pęcherzu. Znowu byłam na miesięcznym zwolnieniu. Dostałam leki wywołujące menopauzę, lekarz ostrzegał, że będę czuła się fatalnie. Nie było tak źle, niemniej jednak pierwsze uderzenie gorąca nieco mnie zdziwiło.

Po lekach miałam zgłosić się do kliniki leczącej niepłodność, bo według mojego lekarza koniecznie powinnam zajść w ciążę, ale jedynym na to sposobem miało być in vitro. Zdecydowałam się spróbować, pierwsza próba była nieudana. Bardzo to przeżyłam, przez dwa tygodnie nie mogłam dojść do siebie. Po nieudanej próbie znowu zaczęły pojawiać się torbiele. Na początek dostałam antykoncepcję, nie pomogła, więc znowu powtórzyliśmy leki wywołujące menopauzę – tym razem czułam się naprawdę fatalnie, wszystkie mnie bolało, jakbym miała grypę.

Torbiele nie znikały, ale zmniejszyły się na tyle, że mogłam podjąć drugą próbę in vitro, niestety znowu nieudaną. Znowu stres i depresja. Powoli uczyłam się żyć z chorobą, w Internecie znalazłam Polskie Stowarzyszenie Endometrioza i zapisałam się. Spotkałam dziewczyny takie jak ja, po przejściach, ale z pozytywnym nastawieniem do życia.

Torbiele były nadal, lekarz prowadzący zdecydował o kolejnej – trzeciej w ciągu dwóch lat operacji. Trochę mnie to przeraziło, więc skonsultowałam to z innym lekarzem, ale on też po wykonaniu USG stwierdził, że operacja będzie konieczna.

Tym razem niemal od razu po operacji miałam iść na konsultację w sprawie kolejnego in vitro. Do szpitala zostałam przyjęta w zaplanowanym terminie. Operacja była dosyć długa, po przebudzeniu czułam się świetnie. Na sali pooperacyjnej stwierdziłam, że mam zbyt dużo rurek. Zapytałam lekarza, co właściwie mi wycięto. Tym razem oprócz torbieli z prawego i lewego jajnika, wycięto wyrostek oraz kawałek jelita. Czyli spełnił się czarny scenariusz. Do domu poszłam ze stomią, po ok. 2 tygodniach się zagoiła.

Jak doszłam do siebie,  spróbowaliśmy in vitro po raz trzeci. Wykonanie testu wypadło dzień przed Wigilią, niestety nie udało się. W święta nie miałam ochoty nikogo widzieć.

Obecnie znowu biorę leki na endometriozę,  czuję się znośnie,  tylko dosyć często boli mnie głowa. Planuję kolejne in vitro.

  • Facebook
  • Google+
  • Nasza Klasa
  • YouTube
  • Pinterest