Skip to content

ANIA

Ania  – lat 38, kilkanaście lat życia w bólu, dwie laparoskopie, dwóch 16-letnich synów, pogodzona z chorobą.

Mam na imię Anna, mam 38 lat i jestem mamą dwóch fantastycznych szesnastoletnich facetów. Choruje na endometriozę od nastu lat i odkąd pamiętam  zawsze miałam  bolesne miesiączki. Bóle były bardzo silne, czasami kończyły się wizytą na pogotowiu z różnymi podejrzeniami (np. wyrostka robaczkowego), ale nikt  nie wpadł na pomysł, by zdiagnozować  to właśnie jako  endometriozę .

I tak mijały lata, ja cierpiałam, ale uwierzyłam, że taka moja uroda ( hmmm,  ilu nam to wmawiano?). Później zdarzył się cud, urodziłam pięknych, zdrowych chłopców.  Poród odbył się przez cięcie cesarskie i to był moment gdy moja choroba nabrała rozpędu, ponieważ cięcie cesarskie spowodowało rozsiew endometrium. Ale jeszcze nieświadoma tego, cieszyłam się macierzyństwem zapominając o bólu.

I tak po kilku latach, pewnego dnia wyczułam guzek na wysokości pępka i myśląc, że to przepuklina powstała na skutek podniesienia ciężaru udałam się do lekarza…. i diagnoza „endometrioza”. A co to takiego? A jak? A dlaczego? A jak leczyć?

Guz był wielkości orzecha włoskiego i zostałam skierowana do szpitala na laparoskopowe usunięcie go. Oczywiście zawsze musi być pod górkę, tak więc z zasady prosta laparoskopia przekształciła się w poważniejszy zabieg, bo to co miało być tylko guzem- orzeszkiem okazało się czubkiem góry , guz wrastał się głębiej w płaty brzuszne.

Po dwóch tygodniach wyszłam ze szpitala uzbrojona w Danazol ale szczęśliwa, że się udało.  Niestety po roku kuracji i roku względnego spokoju kolejny atak choroby, kolejna laparoskopia i kolejne zażywanie leków hormonalnych. I znów krótki okres spokoju. I wyobraźcie sobie już chora zaszłam w drugą ciążę. Jakaż to była radość, bo to dziewczynka, marzenia, plany, radość, już widziałam  te warkoczyki, sukieneczki…… i przyszedł pewien  maj  i moje marzenia roztrzaskały się na tysiące kawałków, razem z moim sercem i duszą. Moja maleńka dziewczynka urodziła się za wcześnie i nie przeżyła….Rozpacz, ale  trzeba było wrócić do życia, dwójka dzieci w domu na mnie czekała, trzeba było wziąć się w garść ….

Mijały kolejne miesiące i kolejne bólowe doby, tygodnie i kolejna laparoskopia, która wykryła guza na jelitach. Podejrzenie endometriozy, ale ponieważ to jelita trzeba było się upewnić, więc kolejne badania, nieprzyjemne kolonoskopię, tomografie itp.. Bóle były nie do zniesienia. Decyzja  -  operacja, podczas której usunięto mi część odbytnicy. Po wyjściu ze szpitala i dojściu do siebie, byłam dobrej myśli, że to już koniec moich wycieczek, ale nic bardziej mylnego. Nadal bolało i kolejne nieprzyjemne badania, kolejne próby leczenia, kolejne pobyty w szpitalu, ufff  ile można?

Okazuje się, że można, nauczyłam się żyć z chorobą, z bólem, nauczyłam się ją tolerować choć czasami brak sił, ale potrzebne jest wsparcie bliskich znajomych i ich świadomość na temat choroby.  Dlatego warto tę świadomość rozwijać, warto mówić o chorobie i o tym jaki ma wpływ na jakość życia, nie tylko samych chorych kobiet, ale także na ich bliskich i  otoczenie. Ja miałam to szczęście i zrozumienie. Poznałam  również grupę fantastycznych kobiet, również chorych na endometriozę, które działają na rzecz zwiększenia świadomości o chorobie i dają duże wsparcie, ponieważ człowiek wie, że nie jest sam z problemem.

  • Facebook
  • Google+
  • Nasza Klasa
  • YouTube
  • Pinterest